Im bardziej interesuję się modą, tym częściej obserwuję nasilającą się tendencję do odformalizowania ubioru. Coraz częściej podróżujemy samolotami, autem czy pociągiem załatwiając różne biznesy. Chcemy wyglądać dobrze i elegancko, ale jednocześnie czuć się wygodnie.
Wydaje się, że elegancja nie idzie w parze z wygodą. Garnitur ciągle uważany jest za ubiór mało praktyczny i niekomfortowy. I tutaj na scenę wkracza smart casual, który daje te możliwości, których garnitur nie jest w stanie spełnić. Myślę, że ten styl będzie powoli spychał tradycyjny garnitur na dno szafy, przeznaczonej by w niej grzebać jedynie z okazji wyjątkowych okoliczności.

 

Koniec tradycyjnych garniturów?

Dobrze pamiętam, gdy jako chłopak musiałem ubierać czarne wdzianko na maturę, studniówkę, wesela i inne. Nie dość, że garnitur był za duży, brzydki, czarny,  to do tego był … garniturem. Złem wcielonym, w którym człowiek idzie jak na skazanie. I wielu z nas tak pozostało do dzisiaj.

Ogromne poduszki na ramionach, gruby i sztywny materiał, za długie rękawy … Z tym przez długi okres czasu kojarzył mi się garnitur. Jeszcze do niedawna śmiało zadeklarowałbym, że nie znam osoby, która nosi garnitur z czystej przyjemności. Dziś wiem, że przyjemność czerpana z noszenia garnituru jest możliwa, ale pod paroma warunkami.

Nie potrzebuję podszewki w marynarkach, reaguję alergicznie na wszelkie wypełnienie, a szczególnie na poduszki w ramionach. Chcę czuć się swobodnie nawet w najbardziej eleganckich rzeczach.

Fot. Archiwum prywatne

 

Naród kojarzący się z kreatywnością, estetycznym smakiem i luzem lubi postawić na swoim. Wielokrotnie wspominałem o włoskim podejściu do mody. We wpisie „Co światowa moda zawdzięcza Włochom” pisałem o niektórych udoskonaleniach, które wprowadzili włoscy krawcy. Tym razem oddaje głos redaktorom „Esquire”, którzy w „Podręczniku stylu dla mężczyzn” słusznie napisali:

„Na początku XX wieku neapolitańscy krawcy, będąc pod wrażeniem luksusowego edwardiańskiego stylu angielskiej elity przybywającej na wczasy do Włoch, sami postanowili opanować sztuczki londyńskiej szkoły krawiectwa. Zmodyfikowali jednak techniki produkcji, by uzyskać elastyczną i lekką giacca (marynarkę) bez podszewki, strój szczególnie wygodny w gorącym włoskim klimacie. W 1970 roku swobodnie skrojony garnitur neapolitański z powodzeniem zaadaptował Giorgio Armani. Nadał m pełniejszy fason i mediolański luz, sprawiając, że na kolejną dekadę zdominował on męską garderobę. (Nosił go między innymi Richard Gere w słynnym filmie Amerykański żigolak z 1980 roku).

Styl Armaniego był też bardziej wyszukaną wersją luźnego amerykańskiego garnituru (tak zwanego sack suit). Ten prosty, bezkształtny garnitur z przełomu XIX i XX wieku wkrótce stał się uniwersalnym strojem biznesowym; produkowanym masowo z szarej wełny, stanowił symbol konformizmu biznesmenów w białych kołnierzykach. Jego hegemonii, niepodważalnej szczególnie wśród absolwentów Ivy League i szeregowych pracowników korporacyjnych czasu Eisenhowera, mogło zagrozić jedynie dość wytworne dwuguzikowe marynarki w kolorze granatowym Johna F. Kennedy’ego oraz ciemne dopasowane ubrania z wąskimi krawatami noszone przez obsadę filmu Ocean’s Eleven z 1960 roku. Garnitury tej nieoficjalnej grupy zwanej Bandą Szczurów zyskały miano „kontynentalnych”, ponieważ wywodziły się z Rzymu. Nosi je większość zobojętniałych przystojniaków z filmów Felliniego i Antonioniego. (…) Jak na razie nikt nie wymyślił sensownego zamiennika dla formalnego męskiego stroju, dlatego jedynym sposobem na odparcie zarzutów o konwencjonalność garnituru jest nieustanna zabawa z materiałem, detalami i krojem.”

 

Fot. Archiwum prywatne

Odformalizowanie garnituru nie jest zatem nowym zjawiskiem. Nasila się jednak ono obecnie ze względu na ludzką mobilność i zawodowe podróże. Zawodowe przemieszczanie się wymaga eleganckiego, ale wygodnego stroju.

Mistrzem neapolitańskich krawców, do których każdy się odnosi był Vincenzo Attolini. Wspominałem o nim w paru artykułach (m.in. w analizie włoskiej szafy). Później był wspomniany Armani i jego wprowadzenie w showbiznes.
Obecnie ideę wygodnej elegancji, gdzie piękno krawiectwa spotyka się z praktycznym wykorzystaniem, wprowadza w życie większość firm. Pozostając na włoskim poletku wymienić mogę opatentowany pomysł Tomboliniego, czyli opisane wcześniej garnitury Zero Gravity – garnitur ważący max. 400 g, będące mniej formalną wariacją garnituru. Wszystkie te zmiany i innowacje sprowadzały się do tego, by formalne ubrania stały się wygodne i do noszenia na co dzień.

Garnitur wygodny oznacza dla mnie: brak konstrukcji i wypełnień, min. ograniczona podszewka lub jej całkowity brak oraz sportowe detale.

Marynarka z pełną konstrukcją i wypełnieniami ramion jest zawsze bardziej formalna od tej z miękkimi ramionami, bez konstrukcji i podszewki. Konstrukcja i wypełnienia nadają marynarce pewnego rygoru i w dużej mierze odpowiadają za niewygodę i skojarzenia ze zbroją, czymś co krępuje ruchy. Brak tych rzeczy zbliża marynarkę do swetra, jeśli mowa o komforcie noszenia. Wypełnienie nie tworzy dodatkowej ramy dla sylwetki, a marynarka płynnie osiada w ramionach.

Marynarka z miękkimi ramionami i bez podszewki jest świetnym rozwiązaniem dla tych wszystkich, którzy jak ognia unikają bardziej formalnych ubrań i nie potrafią (bądź nie chcą) przekonać się do marynarki czy całego garnituru.

Wydaje się, że całkowity lub częściowy brak podszewki jest zjawiskiem najczęściej pojawiającym się w marynarkach typowo letnich. Nie odpowiada to zupełnie prawdzie jeśli chodzi o ofertę włoskich marek. Brak podszewki uzupełnia sportowy charakter garnituru, ale również powoduje, że marynarka jest naturalna, „miękka”, co wybitnie łączy się z brakiem poduszek na ramionach.

Komfort wiąże się z odformalizowaniem. Z brakiem konstrukcji, lekkimi tkaninami, nawet zimą, bo nasze zimy już od dłuższego czasu przestały być groźne i kojarzące się z syberyjskimi klimatami. Większość naszego czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie jest klimatyzacja. Nasz dzień mija w schemacie dom – samochód – praca – dom. A wszędzie jest w miarę ciepło, więc albo ubieramy się na cebulkę, albo … spocimy się. Po prostu funkcjonalna elegancja, która daje wygodę.

Kiedyś nakładane kieszenie (le tasche applicate) występowały przede wszystkim w garniturach i marynarkach letnich, które z góry traktowano ulgowo, ze względu na ich sezonowość i tym samym niższy stan formalności. Obecnie pora roku nie ma znaczenia. Prawdę mówiąc widzę je już tak często, że ich bardziej sportowy charakter staje się coraz bledszym argumentem.

Znacznie mniejsze znaczenie ma dla mnie obecność jednej lub dwóch szlic, szerokość stębnowania czy kontrastowe guziki. Oczywiście dużą wagę przywiązuję do szerokości klap, gdzie raczej przychylam się do obecnego trendu klap szerokich.

Ale co jeśli i taka odformalizowana opcja nas nie interesuje? Wtedy pozostaje smart – casual. Za tydzień II część artykułu.