„Niewielu  aktywnych krawców zostało w Neapolu. Młodzi już się nie uczą tego zawodu. To zawód, który wymaga poświęcenia,czasu, pasji i miłości. Jeśli tego nie ma, nie da się wykonywać tej profesji.
O nas się nie mówi; nie ma reklamy, a to przecież bardzo ważne, bo jesteśmy spuścizną Neapolu(…)
Jeśli młody człowiek nie pójdzie do sartorii, nie nauczy się tego(…) Młodzi w szkołach uczą się designu, zaprojektują jakiś model i przychodzą z tym do mnie.
Uczmy tego razem. Wy nauczycie ich projektowania, a ja mogę nauczyć ich prawdziwej sztuki krawieckiej. W przeciwnym razie nie nauczą się tego, czym jest neapolitańskie krawiectwo. „

 

Lello Antonelli. Właściciel Sartoria Napoletana Antonelli. Źródło: http://www.sartoriaantonelli.com/

Lello Antonelli. Właściciel Sartoria Napoletana Antonelli. Źródło: http://www.sartoriaantonelli.com/

Przypomina mi to sytuację systemu edukacyjnego, nie tylko polskiego. Hołubiona królowa Teoria i król NDR, czyli Nieprzystosowanie do Rzeczywistości. Gdyby był to blog o innej tematyce, to z pewnością podzieliłbym się z wami moją opinią na ten temat. Niestety, nie to miejsce, nie ten czas.

Powyższy cytat to seria wypowiedzi jednej z bardziej znanych twarzy krawiectwa neapolitańskiego, Lello Antonelliego. W 2013 roku Antonelli został zaproszony do jednego z licznych włoskich programów śniadaniowych, w którym w 8 minut streścił najważniejszy problem sztuki manualnej – brak specjalistów i młodzieży gotowej wziąć igłę między palce.

ancient-2831_1920

Okazuje się, że nie jest to wcale problem naszych czasów. Już prawie 20 lat temu, Włosi mierzyli się z brakiem młodych rąk do pracy w zakładach krawieckich. W 1998 roku na łamach „Corriere della Sera” ukazał się artykuł, który opisywał zagrożoną tradycję znad neapolitańskiej zatoki.

Właściciele Kiton di Arzo zaczęli nerwowo spacerować po przedmieściach miasta Maradony. Firma rozrasta się, zdobywa kolejnych klientów i rynki, a jednak jest jedna rzecz, która nie daje spokoju zarządzającym firmą. Ponad 70% pracowników zbliża się do wieku emerytalnego i wprawdzie będą mogli pracować dopóki im wzrok i pewna ręka pozwoli, ale najwyższa pora zacząć wprowadzać  młodych, którzy zapewnią ciągłość produkcji. I tu zaczęło się prawdziwe wyzwanie…
Kiton przez wiele miesięcy poszukiwał 20 krawców, którzy oprócz praktycznej znajomości fachu, musieli mieć nie więcej niż 40 lat. Okazało się jednak, że ta bariera wiekowa nie mogła zostać spełniona. Owszem, do Kiton zgłaszali się panowie, ale w przeważającej większości grubo po 50 – ce.
Zatem jeszcze w latach 90. Kiton uruchomił szkołę krawiectwa, która jednak właściwie od razu została zlikwidowana, właśnie z powodu braku chętnej młodzieży.

W 2010 roku stowarzyszenie Confartigianato opublikowało raport dotyczący szkolnictwa zawodowego. Okazało się, że wówczas brakowało blisko 150.000 fachowców: kucharzy, piekarzy, krawców itd.  Wypowiedź Lello Antonelliego trzy lata później tylko to potwierdziła. We Włoszech jest przesyt stylistów, ale brakuje specjalistów od tworzenia.

Przerwana sztafeta?

Starsi nie przekazują swojej wiedzy młodszym? Ci nie chcą się uczyć? Martino Moschetti, 86 letni krawiec z Bari, zauważa również inny powód zaniku fachu krawieckiego we Włoszech – maszyny. Dziś praca jest w większości zautomatyzowana i powoli zanikają miejsca dla artystów szycia na miarę.

Dlatego by ratować swój fach, w Bari utworzono fundację L’Associazione Sartoriale Interregionale Mediterranea, której głównym celem jest zainteresowanie młodzieży profesjonalnym szyciem. ASIM współorganizuje konkurs dla młodych adeptów – Concorso  Interregionale di Alta Moda Sartoriale e Sfilate.
Jednak jednym z najbardziej znanych konkursów jest neapolitański Manichino d’Oro. Organizowany jest przez Narodową Akademię Krawców (Accademia Nazionale di Sarti), ale jest zarezerwowany tylko dla kobiet, co dodatkowo utrudnia wypromowanie się męskim krawcom.

Od paru lat działa nowa odsłona Scuola di Alta Sartoria di Kiton. Światowej sławy firma  postanowiła spróbować jeszcze raz zabezpieczyć swoją przyszłość i otworzyła własną akademię, do której co dwa lata zaprasza grupę 20 młodych ludzi, by nauczyli się tworzyć ubrania od podstaw.

Są zatem miejsca gdzie można się kształcić i zdobywać wiedzę. Ale są też tacy, którzy o byciu krawcem marzyli od małego. Wystarczyło „tylko” przekuć marzenia w działanie…

Źródło: kiton.it

Młodzi adepci sztuki krawieckiej. Źródło: kiton.it

Młodzi gniewni

Rynek się kurczy, ale jednocześnie ciągle pozostaje otwarty na nowe twarze. Ostatnio furorę robi dwóch młodych Włochów – Andrea Diletto i Leonida Ferrarese.

Andrea Diletto wygrał amsterdamski Global Denim Award 2015 i automatycznie zyskał międzynarodowy rozgłos. Urodził i wychował się w Niemczech, ale swój zakład otworzył w Mediolanie. Studiował  w l’Istituto Europeo di Design, ale wiedział, że krawiectwa może nauczyć się tylko w zakładzie, więc wywalczył sobie praktykę u samego mistrza  – w zakładzie A. Caraceniego.

Diletto ma tylko 31 lat, ale już jest właścicielem zakładu Sartoria Diletto, oczywiście w Mediolanie.

Andrea Diletto w pracy. Źródło:http://www.sartoriadiletto.it/

Andrea Diletto w pracy. Źródło:http://www.sartoriadiletto.it/

Leonida Ferrarese przypomina mi trochę typowego włoskiego playboya. Czarne włosy przylizane do tyłu, dobra budowa ciała, gęsta, choć krótka broda, czarne oczy i o jeden za dużo rozpięty guzik pod szyją. Bardzo nietypowy krawiec. Tymczasem to tylko młodzieńcze oblicze mężczyzny, który  już w wieku 28 lat ma całkiem spore sukcesy, również marketingowe.

Ferrarese pasję do krawiectwa odziedziczył po swoim dziadku, a szlify zdobywał w Nowym Jorku, gdzie pracował w Ferragamo. Jego ojciec zarządza stowarzyszeniem Prefabbricati Pugliesi. Podczas ostatniej edycji Pitti Uomo jego marka Bottega Dalmut cieszyła się sporym zainteresowaniem, a plany Ferrarese ma ambitne. W najbliższej przyszłości zamierza otworzyć swoje oddziały w Bari, Mediolanie i Londynie.
Leonida jest  nie tylko kreatorem marki Bottega Dalmut, ale  również właścicielem zakładu pod tą samą nazwą. To właśnie jego sartorię wybrał jeden z potomków rodu Agnellich, Lapo Elkann, stwierdziwszy, że przydałby się nowy garnitur.

Ferrarese w swoim zakładzie. Źródło: bottegadalmut.com

Ferrarese w swoim zakładzie. Źródło: bottegadalmut.com

Jaka przyszłość czeka włoskie  i neapolitańskie krawiectwo? Rzeczywistość jest daleka od wesołej, ale jednocześnie nawet w niekorzystnych warunkach można osiągać sukcesy. I nawet jeżeli nie będą one tak znaczące jak w przypadku młodych gniewnych, to nie ma znaczenia. Sukcesem będzie zadowolony klient i wykonywanie tego zawodu z pasją.

Ciekawe, ilu młodych krawców jest w Polsce…