Dziś będzie coś zupełnie innego. Coś na wakacje, dla inspiracji i odkrycia czegoś nowego. Będzie tylko o tym, co czytałem, widziałem i co słyszałem. A może przede wszystkim, o czym pamiętam. Podrzucajcie swoje włoskości, szczególnie te mniej znane i oklepane. 😉 Wpis będzie stale aktualizowany, jeśli tylko coś mi się przypomni albo coś nowego wpadnie w moje ręce.

KSIĄŻKI

„Włosi” – John Hooper

Wbrew pozorom nie ma na polskim rynku wielu książek, które poruszają temat Włochów jako społeczeństwa. Książka Hoopera to obok Brzozowskiego najlepsza pozycja na rynku. Mamy tu fragmenty o włoskiej polityce, kuchni, rodzinie, piłce nożnej. Dużo anegdotek i cytatów, które wrzucałem już w moje blogowe teksty. M.in. tutaj fragment o specyfice noszenia okularów przeciwsłonecznych. No i dodatkowy plus należy się za przytoczenie cytatu z Sandra Veronesiego : „Nigdy nie ufaj człowiekowi, który zakłada koszulę z krótkim rękawem pod marynarkę„. 😉

„Włosi. Życie to teatr”  – Maciej A. Brzozowski

Książka bardzo promowana parę lat temu. Ciekawa, choć dużo miejsca zajmuje przytaczanie wyników przeróżnych badań (pojawia się to też w książce Hoopera). Zdecydowanie za krótka.

„Z widokiem na Italię” i „Słodki smak pomarańczy” – Peter Moore

Wspaniałe książki Australijczyka, który opisuje swoje podróże po Włoszech na ukochanej Vespie. Początkowo zraziły mnie okładki, które nawiązują trochę do niezliczonych książek o Włoszech, a przede wszystkim Toskanii, pisanych przez Anglików i Amerykanów, które są niezwykle mdłe i naiwne. Ale to oczywiście moje zdanie. Peter Moore pisze jak jest. W pierwszej części przygód na Vespie („Z widokiem na Italię”), Moore opisuje nie tylko swoją miłość do tego legendarnego środka transportu, ale i osobliwe przeżycia w drodze z Mediolanu do Rzymu. W drugiej części mamy m.in. Sycylię, Sardynię, Elbę czy Rzym. Fajna lektura na wakacje.

„Dolce vita po polsku” – Anna Dudek

Seria wywiadów z osobami, które pracowały we Włoszech i Włochów mieszkających w Polsce. Mamy zatem m.in. Zbigniewa Bońka, Grażynę Torbicką, śp. Janusza Kaniewskiego. Ciekawe spostrzeżenia, anegdoty i wiele dodatkowych informacji.

„Sekrety włoskiej kuchni” – Elena Kostioukovitch

Gruba księga włoskiej kuchni podzielonej na regiony. Można dowiedzieć się wielu ciekawostek o historii zawartości włoskiego talerza. Wstęp samego Umberto Eco, więc warto po nią sięgnąć.

O Rzymie 

„Rzymska komedia” – Jarosław Mikołajewski

Wprawdzie nie lubię poezji, klasyków i „Boskiej Komedii” Dantego, to muszę przyznać, że jest to niezwykła książka. Właściwie najlepsza polska książka o Rzymie. Nie chodzi tu tylko o informacje, ale o sposób pisania Mikołajewskiego. Książkę czyta się błyskawicznie, dzięki wspaniałemu talentowi autora do snucia opowieści. I po lekturze tylko tęsknota za Rzymem pozostaje… albo i chęć powrotu do niego.  Oto fragment:

„PIEŚŃ V

STURNUS VULGARIS

Kiedy patrząc na stada szpaków nad Rzymem, pomyślałem, że są jak dusze z piątej pieśni „Boskiej”, nie pamiętałem chyba, o jakim gatunku ptaków pisał Dante. Był październik, może początek grudnia. Jakoś tak, bo ten najbardziej rozbiegany spektakl na rzymskim niebie rozgrywa się zawsze pod koniec roku. A raczej kilka spektakli, które widzisz równocześnie na scenografii nieba, grany przez rozmaite grupy aktorów tej samej szkoły i skali geniuszu nad różnymi punktami miasta. Najwięcej naraz da się chyba obserwować, stojąc na szczycie schodów przed kościołem Santa Maria in Aracoeli, w sąsiedztwie Kapitolu. Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą, jaką można sobie sprawić, jest wspiąć się na te schody i patrzeć, jak harcują nad kościołem Il Gesù, nad placem Weneckim, nad Kapitolem, Teatrem Marcellusa, synagogą i hen, nad Zatybrzem. A kiedy postoi się dłużej, przychodzi do głowy, że to nie grupy wieloosobowych aktorów, lecz pismo. Dla kogoś, kto próbuje złapać sens zastany, trwały – Rzymu, życia, chwili – jest fascynującą i bolesną pokusą pomyśleć o tych równoczesnych ruchomych stadach jak o piszących się równocześnie literach, z których każda jest w innym momencie pisania, i kiedy patrzysz na jedną, tracisz sens drugiej i całego słowa. Byłyby więc stada ptaków Bożymi skrybami, którzy piszą, kiedy muszą pracować, a kiedy czas odpocząć, przysiadają na drzewach?

Jest palma przy wielkim gmachu sądu, nad Tybrem. Przechodzisz pod nią, wydaje ci się oklapła od jesieni, wilgoci, i nagle liście palmy powstają, niczym naelektryzowana czupryna, podrywa się z nich gromada i leci w niebo coś pisać po swojemu czy po Bożemu. To samo dzieje się z piniami na placu Weneckim, na skwerze przy bliźniaczych kościołach Matki Boskiej Loretańskiej i Najświętszego Imienia Maryi. Jak gdyby uniesienie ptaków wyciągało im ramiona do śpiewu, odejmowało lat grzbietom. Nie są szpaki przedmiotem wyłącznie fascynacji, choć mojego stosunku do nich nie zmienia nic z tego, czym zrażają do siebie innych. Mówi się, że bywają sprawcami zagrożeń dla lądujących samolotów. Nie tylko mówi się, lecz się widzi i czuje, że potrafią w mgnieniu oka pokryć odchodami kawał ziemi. Kiedy moja córka kończyła osiemnaście lat, a było to 17 listopada, pojechaliśmy do centrum. Długo szukaliśmy parkingu, aż wjechaliśmy w via di Monte Brianzo, ukośnie do Tybru, i na widok dwóch miejsc parkingowych obok siebie pomyśleliśmy, że mamy wyjątkowe szczęście. Wszędzie pełno, auta ustawione w dwóch rzędach, a tu nagle dwa puste miejsca. Parkuję, wysiadamy, idziemy na pizzę, jemy, wracamy. I nie mamy jak wrócić. Samochód co do centymetra laminowany guanem. Jak bardzo byśmy się starali, nie jesteśmy rzymianami, nie wiedzieliśmy, że platany nad tymi miejscami należą do ulubionych schronisk tych skrybów, więc pod nimi parkować jest nierozsądnie. Szpaki silne są, płodne, łatwo się adaptują, niewiele więc mogą wskórać nawet sztuczne ognie, którymi próbuje się je przepędzić. Aż Caput Mundi podrapał się w głowę, postanowił zamontować megafony i nadawać przez nie głosy zwiastujące ptakom zagładę. Szast-prast, w trzy dni ptaki uciekły.”

„Spacerownik historyczny. Rzym i jego czarna arystokracja”Wojciech Ponikiewski

Bardzo ciekawy przewodnik po Rzymie. Prawdopodobnie jeden z lepszych dostępnych w języku polskim. Dużo informacji i anegdot. Dla mnie jest to jednak świetny motywator do przeszukiwania sieci i znajdowania coraz to ciekawszych historii o Rzymie. Ogromny plus należy się za przybliżenie wielkich rodzin i rodów, które przez wieki trzęsły Rzymem (Borghese, Savoia, Colonna, Odescalchi, Savelli, Cenci, Mattei, Farnese, Pamphilj, Chigi, Orsini, Medici, Barberini, Boncompagni Ludovisi, Torlonia i wielu wielu innych).
Właściwie jest to chyba jedna  z najbardziej niedocenianych, nieodkrytych  i fascynujących części historii Rzymu. Tajemnicze kamienice i pałacyki zamknięte na cztery spusty. Do kogo należały i należą? Co się w nich znajduje?

„W Rzymie jak w domu” – Rosita Steenbeek

Przyjemna książka, choć spodziewałem się więcej.

Spacery po Rzymie” i „Michał Anioł. Nieszczęśliwy Rzymianin” – Ewa Bieńkowska 

A właściwie Rzym i jego kościoły. Zwiedzając Rzym zwiedzamy kościoły. Pouczająca lektura.
Druga książka jest chyba jeszcze lepsza. Po jej lekturze już nigdy nie będziecie patrzeć na rzymskie dzieła Michała Anioła w ten sam sposób. A skoro mowa o Michale Aniele to polecam przede wszystkim „Udrękę i ekstazę” Irvinga Stone’a.

Zamierzam przeczytać (jeśli ktoś posiada egzemplarze lub e -book i chce je sprzedać, proszę o kontakt!) 

Bożena Fabiani – „Muszę i Rzym zobaczyć”, Jake Morrisey – „Geniusze Rzymu: Berini i Borromini. Rywalizacja, która zmieniła Wieczne Miasto”, „Miasta widma w Toskanii” – Aleksandra Seghi.

O Sycylii

„Sycylia. Między niebem a morzem” – Ewa Cichocka

Świetna książka, która rozbudza chęć szybkiego spakowania walizek i wyruszenia w kierunku tej fascynującej wyspy. Nie lubię w tego typu książkach wtrętów o poetach i pisarzach, a w szczególności ich cytatów, ale w tym przypadku da się to przeboleć.

„Sycylijski mrok” – Peter Robb

Jeden z najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek przeczytałem (8 godzin w pociągu). Mezalians mafii i polityki, ciągłe morderstwa polityków, dziennikarzy i mafiosów, burzliwe życie malarza Guttusa, w międzyczasie trochę o włoskiej kawie i cannolich.  Sycylia to piękna wyspa, ale przede wszystkim smutna wyspa.

O Neapolu

„Smutku nie cenią w Neapolu” – Dorota Ceran

Krótko i zwięźle o Neapolu. Zdecydowanie za krótka. Czyta się w 2 godziny, ale warto, także dlatego, że to chyba jedyna książka stricte o Neapolu, którą można znaleźć po polsku.

 

Zamierzam przeczytać:

Po włosku jest wiele książek Beppe Severigniego o włoskim społeczeństwie. Również muszę nadrobić lekturę Barziniego „Gli Italiani”.

DOKUMENTY O WŁOSZECH

Na Youtubie jest spore źródło darmowej wiedzy o Włoszech lub inspiracji.

Italy Unpacked

Wspaniała seria BBC. Obok poniższych zestawień (również od BBC) stanowi świetną inspirację przed podróżą wakacyjną do Włoch. Naszymi przewodnikami są włoski szef kuchni, który mieszka w Londynie, Giorgio Lucatelli i znawca sztuki Andrew Graham – Dixon. Świetnie się ogląda ludzi z pasją. Jest ciekawie, zabawnie i baaardzo włosko. W całości po angielsku.

Oto wideo pierwszego odcinka. Poniżej linki do kolejnych dostępnych na Youtubie. W sumie są to 3 sezony po 3 odcinki.

 

S01e02 – Looking to the Future , S01e03 – Land of Many Treasures

S02e01 – In the Footsteps of the Poets, A Home Away From Rome, In the Heat of the Day

S03e01 – From the Stones to the Stars, To the Centre of the Earth, The Merchants of Venice

Sicily Unpacked

Tym razem Giorgio Lucatelli i Andrew Graham – Dixon lądują na Sycylii. Kuchnia, sztuka i widoki powodują, że od razu chcemy jechać na Sycylię. Mamy jeden sezon składający się z 3 odcinków. W całości po angielsku.

 

Episode 2, Episode 3

Francesco’s Italy. From Top to Toe

Francesco da Mosto to włoski architekt pochodzący z arystokratycznej rodziny, która od wieków zamieszkuje Wenecję i była bardzo wpływową grupą ludzi, nie tylko w politycznych kręgach. Oprócz tej serii da Mosto opowiadał o swojej Wenecji, o śladach Szekspira we Włoszech, śródziemnomorskich miastach i o legendarnym sycylijskim wyścigu Targa Florio. Większość z nich również jest dostępnych na YT.

Godzinne odcinki mijają bardzo szybko, głównie dzięki osobie gospodarza programu, który oprowadza nas po włoskich miastach z poczuciem humoru, zdolnościami do snucia opowiadań i wielką otwartością. Wszystkie odcinki po angielsku. Wielki plus należy się również za wspaniałe widoki i świetnie dobrany muzyczny podkład. W całej serii panuje niezwykły klimat.  Pakujemy walizki!!!

 

Episode2 (4 części po 15 min.) Episode 3 (4 części po 15 min.) Episode 4 (4 części po 15 min.)

Two Greedy Italians

Kolejna włoska perełka od BBC. Tym razem za przewodników mamy dwóch dowcipnych szefów kuchni, którzy większość swojego życia spędzili w Stanach Zjednoczonych. Teraz wracają do kraju swojego dzieciństwa, swoich rodziców i dziadków. Seria bazuje na osobowościach dwóch szefów kuchni. Są to Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo. Dogryzają sobie przy każdej okazji. Mamy mnóstwo fajnych widoków, przepisów i dowcipów. Słowo najczęściej powtarzane? „Wonderful! Just wonderful!„. W całości po angielsku.

 

Discover the Calabria, Regional Pride, Family, Poor man’s food

 

Filmy i seriale

Nie będę pisał o filmach, które ukształtowały włoskie kino i mówiły wiele o ówczesnym społeczeństwie i sytuacji w państwie. Piszę tylko o filmach, które widziałem i mi się podobały. Ps. Nie lubię filmów Felliniego. 😉

Wspominałem również, że nie lubię książek o Toskanii widzianej oczami obcokrajowców, którzy robią z tego regionu cukierkowatą krainę. Nie oznacza to jednak, że jestem odporny na piękne i stereotypowe obrazy tego kraju. Nie jestem. Włoskie kino to dla mnie przede wszystkim filmy Giuseppe Tornatore. Każdy jego film jest pełen magii, melancholijnego klimatu, czystej włoskości, albo i będąc bardziej precyzyjnym –  „sycylijskości”.

„Cinema Paradiso” – najpiękniejszy film jaki kiedykolwiek widziałem. Prosty, bezpretensjonalny i bardzo sycylijski. Przepiękne muzyka Ennio Morricone, o którym napiszę wkrótce oddzielny post, bo to współczesny Michał Anioł muzyki filmowej. Pełen melancholii film o miłości do kina, wspomnień o dzieciństwie, ale i o tym  (ten wątek rozszerzony w wersji reżyserskiej), że życie nie zawsze układa się według naszego scenariusza. Ps. Mały Salvatore Cascio zasłużył na Oskara za swoją rolę. Wielka szkoda, że nie zrobił kariery w kinie.

„Wyjedź stąd, to przeklęta dziura. Póki tu jesteś wydaje Ci się, że to środek świata, że nic się nie zmieni. Potem wyjeżdżasz, wracasz za rok, za dwa i wszystko wygląda inaczej. Nić się urywa. ludzie są inni, rzeczy także. Trzeba wyjechać na wiele lat, by później po powrocie odnaleźć znajomych ludzi; miejsce, w którym się urodziłeś. Ale teraz to nie jest możliwe. Teraz jesteś bardziej ślepy ode mnie.
 Życie nie jest takie jak w kinie, życie jest dużo cięższe. Wyjedź stąd! Jedź do Rzymu! Jesteś młody, świat należy do Ciebie. Ja jestem już stary i nie chcę Cię więcej słyszeć, ale chcę słyszeć o Tobie.  Każdy z nas ma gwiazdę za którą powinien podążać.” 

„Nigdy tu nie wracaj. Nie myśl o nas. Nie patrz wstecz. Nie pisz. Nie daj się złapać melancholii. Zapomnij o nas wszystkich. Jeśli nie wytrzymasz i wrócisz, nie odwiedzaj mnie, nie wpuszczę Cię do domu, rozumiesz? Cokolwiek w życiu będziesz robił, kochaj to tak, jak kochałeś kino, kiedy byłeś mały.”

 

W podobnym sycylijskim klimacie są inne arcydzieła tego reżysera – „Malena”, „Baaria” i „Sprzedawca marzeń”. O Tornatore również szykuję osobny wpis, więc nie będę omawiał jego innych filmów tutaj.

 

„Boski” – Paolo Sorrentino. Film o wycinku z życia jednej z najbardziej tajemniczych i fascynujących postaci współczesnych Włoch. Giulio Andreotti wielokrotnie oskarżany był o konszachty z mafią, opisywano go jako makiawellicznego polityka, który był najlepiej poinformowanym człowiekiem we Włoszech. Bez wspomnienia tego człowieka nie ma mowy o opowiedzeniu pełnej historii XX wieku we Włoszech. Człowiek zagadka, którego postać mistrzowsko zagrał ulubiony aktor Sorrentino, Toni Servillo.

 

„Wielkie piękno” – Paolo Sorrentino. Film, który widziałem z 7 razy. Zdobywca Oskara (podobnie jak „Cinema Paradiso”) za najlepszy film nieanglojęzyczny. Wspominałem o nim tutaj.

Cytując samego siebie: „Jak dla mnie jeden z najsmutniejszych i najpiękniejszych filmów w historii kina. Wracam do niego średnio raz na miesiąc – dla muzyki, obrazów, stylu bycia Gambardelli i dla nostalgii za Rzymem. Pokazuje miraż, do którego aspiruje tak wielu ludzi i który wielu postrzega jako sukces – ciągłe imprezy, mnóstwo znajomych, dużo pieniędzy i wolnego czasu, z którym nie wiadomo co zrobić – wszystko to okazuje się jedną wielką wydmuszką i dosłowną stratą czasu.

Bo ciągłe imprezowanie w końcu się nudzi i prowadzi do towarzyskiego zblazowania w stylu „emeryten party”. Posiadanie mnóstwa znajomych nic nie znaczy, bo są to właściwie w 90% kontakty powierzchowne i ograniczone do brania, a nie relacji. Pieniądze wydaje się na rzeczy powierzchowne, byle tylko zaimponować innym. Mnóstwo wolnego czasu okazuje się zmorą, bo ujawnia prawdę o ludziach, którzy w większości niczym się nie interesują. Oj, smutne to wnioski. Obraz Rzymu jednak wiele z tego łagodzi…”

 

„Suburra” – Stefano Sollima. Moim ulubionym gatunkiem filmowym są kryminały i thrillery, dlatego często przeszukuję sieć  w celu znalezienia czegoś naprawdę ciekawego. W końcu trafiłem na włoskie poletko, które znacznie ustępuje pod względem dorobku kryminalnego swoim francuskim kolegom. Mimo ograniczonego wyboru, udało mi się znaleźć całkiem ciekawe filmy. „Suburra” opowiada o mezaliansie polityki i interesami mafii. Są zatem narokotyki, seks, korupcja i ciągłe walki o władze i udupienie drugiej strony. Mocne i klimatyczne kino.

 


„Gliniarze to dranie”
– Stefano Sollima. Drugi film tego reżysera. Praca w policji to ciężka sprawa, szczególnie w prewencji.


„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – 
Paolo Genovese. Był ostatnio w polskich kinach. Film o tym, kto się z kim parzy i jak to robić, by najlepszy przyjaciel się nie dowiedział. Plus piękna Kasia Smutniak, chyba już bardziej Włoszka niż Polka.


Okna” plus inne filmy turecko – włoskiego reżysera Ferzana Ozpeteka. Bardzo ciepłe i miłe filmy. Przyjemnie się ogląda.

 

„Witaj na południu” i „Benvenuto Presidente” – Włosi, podobnie jak i Polacy, masowo produkują głupiutkie komedie i komedie romantyczne do zapomnienia. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale polecam te dwa filmy z włoskim komikiem, Claudio Bisio.

 

„Nie boję się” – Gabriele Salvatores. Mniej znany film, ale bardzo ciekawa historia.


„Młody Papież”
– Paolo Sorrentino. Czyli Jude Law w roli papieża i Diane Keaton w roli zakonnicy. Świetny serial, choć nie dla wszystkich. Dużo gadania, dwuznaczności, ukrytej symboliki.

 


„Gomorra”
– najlepszy włoski produkt filmowy ostatnich lat. Serial, którego inspiracją była książka Roberta Saviano. Narkotyki, droga do władzy, morderstwa, neapolitański dialekt i słynne zdanie „Sta senza pensieri!” („Nie martw się!”/ „Bądź spokojny!”), które weszło do codziennego języka Włochów. W tym roku pojawi się 3 sezon.

 


„La linea” – 
Osvaldo Cavandoli. Specyficzny pomysł na animację. Hit lat 70. we Włoszech. Wkurzony ludzik i jego przygody.

 


Co oprócz tego? Jeżeli znasz włoski, to warto sięgnąć do klasyki. Ja lubię wracać do Komisarza Montalbano z niezastąpionym Lucą Zingarettim. Można sięgnąć po produkcję RAI „Una grande famiglia” lub „Komisarza Rexa” z Kasparem Capparonim. Na wakacje warto poszukać w sieci sielski serial „Capri” z Capparonim lub „Tequila i Bonetti w Rzymie” z Jackiem Scalią.

Muzyka

Pomińmy Ramazzotiego, Zucchero i współczesnych Rovazzich, J-axów i innych Fedezów.

Ostatnim moim odkryciem jest zespół TheGiornalisti.

 

MinaCelentano – najlepszy duet włoskiej sceny muzycznej wrócił!

Antonello Venditti – rzymski piosenkarz i autor tekstów jest na scenie już ponad 50 lat. Często sięgam po jego utwory z lat 70. i 80., ale również tych współczesnych.  W teledysku do utworu „Alta marea” pojawiła się 16 – letnia Angelina Jolie. Już wówczas można było przewidzieć, że zrobi wielką karierę. „Una notte prima degli esami” to utwór, który jest hymnem wszystkich maturzystów. Utwór ten był też inspiracją filmu młodzieżowego z 2006 roku pod tym samym tytułem. Dziś jest to film legendarny dla ludzi przed 30.

Lucio Dalla – kolejna legenda włoskiej muzyki. Jego utwór „Caruso” jest najczęściej granym utworem przez ulicznych grajków Neapolu. Prawdę piszą w „Wikipedii”, że był jednym z najbardziej innowacyjnych muzyków we Włoszech. Wystarczy, że przesłuchacie jego 10 pierwszych lepszych piosenek i usłyszycie, że każda jest inna. Grał  na pianinie, saksofonie i klarnecie. Wyszedł od jazzu i beatu, ale równocześnie zafascynowany był operą. Bard całych Włoch. „Le rondini” to arcydzieło!

 


Nino D’Angelo – 
legenda Neapolu. Człowiek instytucja tego miasta i jego wielka duma. Jego utworu pomagają Neapolitańczykom podczas trudów emigracji. Dodatkowe uwielbienie spływa od fanów Napoli, gdyż D’Angelo jest autorem hymnu tego klubu. Tak jak większość utworów innego barda tego miasta, Pino Daniele, nie zawsze trafia w moje gusta, tak poniższe piosenki Nino są w moim włoskim topie. Zanim zaczął śpiewać o problemach Neapolu – mafii, bezrobociu, ciężkiej, fizycznej pracy, emigrantach – poruszał tematy znacznie bardziej „błahe”, co w szczególności widać po teledyskach z lat 80. Wiecie, zachód słońca, spacer po plaży i rzewne piosenki. 😉

Co oprócz tego? Bardzo lubię również kilka kawałków, które są efektem współpracy dwóch artystów. Na pierwszy ogień wielki Luciano Pavarotti i James Brown. Te wykonanie jest obłędne! Tuż za nim niech będą dwa niezwykłe utwory wykonane razem z  Zucchero. Zwróćcie uwagę na Pavarottiego z drugiego utworu. Zucchero wspomina, że Pavarotti robił cuda, by pojawić się na tym koncercie. Już wówczas był bardzo chory. Popatrzcie na jego oczy i ułożenie dłoni na pianinie. Stara się za wszelką cenę skupić całą swoją siłę w strunach głosowych, panując nad resztą ciała. W jednym momencie jego głos się na sekundę załamuje, ale świetnie z tego udaje mu się wybrnąć. Opera  i muzyka współczesna wiele mu zawdzięczają. Niezwykła osobowość.